Dr Maria Buszman, ekspertka komunikacji kryzysowej i wewnętrznej, interwentka kryzysowa, przedsiębiorczyni i wykładowczyni akademicka rzuca nowe, oparte na osobistych doświadczeniach, światło na to, jak dbanie o kondycję psychofizyczną lidera oraz ludzi, którymi zarządza, buduje długofalową stabilność biznesu, a dbanie o kapitał społeczny staje się równie ważną tarczą ochronną jak wyniki finansowe firmy.

 

Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw odbywa się w tym roku w formule Business Hub Edition. W programie są m.in. ścieżki tematyczne „Bridge to Tomorrow” i „From Small to Big”. Czego, Pani zdaniem, potrzebuje dziś firma, żeby naprawdę budować się „na jutro”?

 

Przede wszystkim świadomości, że stabilność biznesu nie zależy wyłącznie od technologii, finansowania czy produktu. Zależy też, a może przede wszystkim, od ludzi. Kryzys zdrowotny właściciela, kluczowych menedżerów czy pracowników potrafi w małej czy średniej firmie zatrzymać procesy z dnia na dzień, bo wiedza, relacje i odpowiedzialność są często skupione w jednej lub kilku osobach. Z moich doświadczeń doradczyni w biznesach, wynika, że nawet w dużych firmach jest to wyzwaniem, także w korporacjach.

 

Przez lata pomagałam firmom przechodzić przez zmiany i kryzysy. Dziś patrzę na to także od drugiej strony – jako osoba, której zdrowie odebrało możliwość regularnej pracy. I wiem jedno: każda poduszka finansowa kiedyś się kończy. Można miesiącami nie móc pracować, czekać na świadczenia i jednocześnie mieć dłużników i nie odzyskiwać należnych pieniędzy, podczas gdy koszty leczenia, zobowiązania i życia nie znikają, a przeciwnie, są dużo większe niż wcześniej.

 

Czyli zdrowie lidera powinno być elementem zarządzania ryzykiem?

 

Zdecydowanie. W biznesie dużo mówimy o cyberbezpieczeństwie, ryzyku finansowym czy łańcuchach dostaw. Znacznie mniej o ryzyku ludzkim. Tymczasem pytania powinny być bardzo konkretne: co stanie się z firmą, jeśli właściciel przez pół roku nie będzie mógł pracować? Kto ma dostęp do informacji? Kto może podejmować decyzje? Czy kluczowe relacje z klientami są „w głowie” jednej osoby? Czy właściciel ma zabezpieczenie prywatne, nie tylko firmowe? I czy w razie choroby naprawdę ma przestrzeń na leczenie, czy będzie próbował pracować ze szpitala? Te same pytania powinny dotyczyć także menadżerów i innych pracowników firmy.

 

Ja sama przez lata pracowałam ponad siły, także wtedy, kiedy chorowałam. Dziś wiem, że nie można bez końca „finansować” biznesu i rodziny własnym zdrowiem. Organizm wcześniej czy później wystawi rachunek.

 

Wiele firm odpowiada: mamy prywatną opiekę medyczną i ubezpieczenie grupowe. To za mało?

 

To ważne narzędzia, ale nie są systemem wsparcia. Pakiet medyczny może przyspieszyć wizytę, a polisa uruchomić świadczenie. Nie rozwiążą jednak kryzysu po diagnozie, nagłej operacji, śmierci bliskiej osoby, załamaniu psychicznym czy długotrwałej opiece nad chorym dzieckiem.

 

Wtedy potrzebna jest mądra reakcja przełożonego, elastyczność organizacyjna, możliwość czasowego ograniczenia obowiązków, dostęp do realnego wsparcia psychologicznego, dobrze przygotowany powrót do pracy i kultura, w której pracownik nie musi udowadniać lub udawać, że „daje radę”. Dla firmy to nie jest dobroczynność. To zarządzanie ciągłością, retencją kompetencji i ryzykiem absencji.

 

W listopadzie br. zaczną obowiązywać nowe przepisy antymobbingowe. Czy firmy są gotowe na tę zmianę?

 

Część jest, ale wiele nadal traktuje politykę antymobbingową jak dokument do segregatora. Tymczasem nowe regulacje wyraźnie przesuwają ciężar w stronę prewencji, reagowania i wsparcia. To dobry kierunek. Pracodawca powinien nie tylko „nie mobbować”, ale budować środowisko, w którym niepożądane zachowania są wcześnie wychwytywane, zgłoszenia są traktowane poważnie, a osoba w kryzysie nie zostaje sama.

 

I tu spotykają się prawo pracy, wellbeing, komunikacja wewnętrzna i ESG. „S” w ESG naprawdę oznacza ludzi. Nie powinno ograniczać się do raportu, wolontariatu czy jednorazowego dnia zdrowia psychicznego. W dojrzałej organizacji odpowiedzialność społeczna zaczyna się wewnątrz: od jakości przywództwa, bezpieczeństwa psychologicznego pracowników każdego szczebla, sposobu wprowadzenia zmian i tego, jak firma traktuje człowieka, kiedy ten ma trudniejszy moment w życiu.

 

A co z szefem? W biznesie wciąż działa mit lidera, który ma być silny zawsze.

 

To bardzo szkodliwy mit. Lider też choruje, boi się, przeżywa stratę, może mieć depresję, PTSD czy dojść do granicy swoich zasobów. Im wyżej ktoś jest w hierarchii, tym często trudniej powiedzieć: „nie daję rady”.

 

Przyznaję, że sama musiałam się tego nauczyć. Przez lata moja zawodowa tożsamość była zbudowana wokół doradzania, rozwiązywania problemów, wspierania innych. Mam za sobą setki projektów i tysiące godzin szkoleń i doradztwa. A potem przyszły kolejne problemy zdrowotne, dwanaście operacji, trwałe uszkodzenia nerwów twarzowych i wzroku, przewlekły ból. Musiałam ograniczyć działalność firmy i pracę akademicką. Najtrudniejsze nie było nawet samo przyjęcie diagnoz. Trudne było przyjęcie, że samodzielność ma granice.

 

Dlatego dziś mówię – czasem największą odwagą nie jest zacisnąć zęby kolejny raz, tylko poprosić o pomoc wcześniej. Normalizujmy takie zachowania, to ważne nie tylko dla liderów i ich zdrowia, ale także dla pracowników.

 

Uruchomiła Pani zbiórkę na leczenie, rehabilitację i bezpieczeństwo rodziny. Dla osoby znanej ze świata biznesu to był szczególnie trudny krok?

 

Bardzo. Przez lata byłam osobą, która pomaga, organizuje, zarządza kryzysem. Proszenie o pieniądze dla siebie jest doświadczeniem, które uderza w poczucie niezależności. Ale życie nauczyło mnie, że odpowiedzialność nie zawsze oznacza „poradzę sobie sama”. Czasem odpowiedzialność oznacza: zrobię wszystko, żeby zapewnić leczenie, bezpieczeństwo dzieci i czas potrzebny na odzyskanie choć części sprawności.

 

Moja sytuacja pokazuje też systemowy problem. Można latami pracować, płacić składki, budować firmę, zbudować poduszkę finansową i mieć zasądzone należności ze strony dłużnika, a kiedy zdrowie odbiera możliwość zarabiania, zostać na lata w luce. Od ponad roku staram się o rentę. Jednocześnie mam od lat prawomocnie zasądzone środki, których nie mogę skutecznie odzyskać, w tym alimenty należne dzieciom. Prawo potrafi potwierdzić, że pieniądze się należą, ale samo orzeczenie sądu nie opłaci rehabilitacji ani rachunków dziś.

 

Prowadząc aktywnie firmę przez lata, miałam nieraz problem z dłużnikami, ale odzyskać środki było jednak łatwiej niż w postępowaniu cywilnym, czy nawet karnym, które jest możliwą ścieżką w przypadku długów alimentacyjnych. To bardzo bolesna lekcja o różnicy między „mieć prawo” a „mieć realną ochronę”.

 

Z tych trudnych doświadczeń powstał poradnik „Spokojniej do szpitala”, który otrzymuje każda osoba, która wpłaci na Pani zrzutkę. Skąd taki pomysł?

 

Bo kiedy człowiek trafia do szpitala, nie myśli jak ekspert czy menedżer. Jest pacjentem – zestresowanym, zmęczonym, często w bólu. Rodzina, jeśli jest, też działa w chaosie. Sama wielokrotnie byłam pacjentką i wiem, jak łatwo zapomnieć o lekach, dokumentacji, upoważnieniach czy ważnych pytaniach.

 

Chciałam więc zrobić coś praktycznego i przydatnego dla każdego. Poradnik zawiera listy, karty i sprawdzone przeze mnie źródła. Jest moim podziękowaniem dla osób wspierających zbiórkę. Dziś ktoś pomaga mi, a ja – w granicach swoich możliwości – nadal chcę dawać wiedzę, narzędzia i wsparcie innym.

 

Czego nauczyła Panią ta zbiórka o biznesie i relacjach?

 

Że kapitał społeczny jest równie realny jak finansowy. I że dobro wraca często z miejsc, których się nie spodziewamy. Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim osobom, które już wpłaciły, udostępniły zbiórkę, napisały do mnie, zadzwoniły albo otworzyły drzwi do kolejnych kontaktów.

 

Dla mnie takie gesty są czymś więcej niż kwotą. To komunikat: widzimy Cię, pamiętamy, nie jesteś sama! Biznes ma ogromną siłę oddziaływania społecznego właśnie wtedy, kiedy potrafi reagować konkretnie, szybko i po ludzku. To szczególnie ważne, w czasach, kiedy nie wiemy w jakiej rzeczywistości obudzimy się kolejnego dnia.

 

I jeszcze jedno – cieszę się też, że moja opowieść o własnym kryzysie i prośba o pomoc uruchomiła dosłownie lawinę wiadomości, które do mnie dotarły. Wiadomości od odważnych ludzi biznesu czy polityki, którzy potrzebowali takiej inspiracji, żeby opowiedzieć o swoich problemach i kryzysach, a także prosić o pomoc.

 

Co chciałaby Pani zostawić przedsiębiorcom po tej rozmowie?

 

Trzy myśli. Po pierwsze: budując firmę przyszłości, budujmy ją tak, by przetrwała także kryzys człowieka. Po drugie: wellbeing, odpowiedzialność społeczna i bezpieczne środowisko pracy nie są „miękkim dodatkiem”. Są elementem stabilności biznesu. Po trzecie: nie czekajmy z proszeniem o pomoc do momentu, kiedy wyczerpią się wszystkie zasoby.

 

Kongres mówił w tym roku o „Bridge to Tomorrow”. Dla mnie takim mostem do jutra są nie tylko technologie i innowacje. Są nim także relacje, wzajemność i systemy, które nie zostawiają człowieka samego w najgorszym momencie. Firma budowana na lata to firma, która potrafi zarabiać, rozwijać się i jednocześnie pozostać ludzka.

 

Będę też ogromnie wdzięczna, jeśli po przeczytaniu tej rozmowy ktoś zechce mi pomóc – wesprzeć zbiórkę, przekazać ją dalej albo pokazać ją w swojej firmie. Każda z tych rzeczy ma dla mnie duże znaczenie. Bo czasem odwaga polega na tym, żeby powiedzieć „potrzebuję pomocy”. A siła wspólnoty zaczyna się wtedy, kiedy ktoś na te słowa odpowiada.

 

Rozmawiała Jaga Kolawa

 

Dr Maria Buszman przez lata wspierała biznes w kryzysach. Dziś sama potrzebuje wsparcia. Pomóżmy jej odzyskać bezpieczeństwo! Maria sama mierzy się z ciężką chorobą, nie może pracować i samotnie troszczy się o dwóch synów z niepełnosprawnościami. Społeczność biznesu może pomóc jej sfinansować leczenie, rehabilitację i bezpieczną codzienność.

 

Wesprzyj zbiórkę: https://zrzutka.pl/nie-jestes-sama-maria

 

Wywiad ukazał się we wrześniowym wydaniu „Business HUB”: CZYTAJ TUTAJ.

Najnowsze