Refleksje doradcy podatkowego po dwóch dekadach pracy Rok 2025 był dla mnie momentem symbolicznym – minęło 20 lat od rozpoczęcia pracy w podatkach. Dwie dekady przyniosły ogromne zmiany. Kto zaczynał w 2005 roku, ten wie, że dziś pracuje się zupełnie inaczej niż kiedyś.
Początki: urząd skarbowy ery papieru, ksero i pierwszych komputerów
Swoją drogę zawodową rozpocząłem w urzędzie skarbowym – dosłownie kilka miesięcy po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Z jednej strony był to czas istotnych zmian, z drugiej jednak codzienność wciąż wyglądała bardzo „analogowo”.
Wielu starszych pracowników dopiero uczyło się obsługi komputerów. Większość ich kariery przebiegała wcześniej w świecie papierowych akt, segregatorów i maszyn do pisania. Komputery stały już na biurkach, ale obok nich nadal piętrzyły się stosy dokumentów, kserokopii i teczek. Papier jeszcze przez długi czas pozostawał podstawą funkcjonowania administracji. Każdą sprawę urzędową trzeba było załatwiać osobiście albo wysyłać list polecony.
Nowe prawo, mało wyroków, mało interpretacji – ogrom niepewności
VAT jako podatek zharmonizowany dopiero przecierał szlaki. Interpretacji było niewiele, literatura praktycznie nie istniała, a orzecznictwo dopiero zaczynało się kształtować. Istniały wprawdzie wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale organy podatkowe rzadko się do nich odwoływały.
Nie istniała wtedy Krajowa Informacja Skarbowa. Interpretacje indywidualne wydawały poszczególne urzędy skarbowe – właściwie naczelnicy tych urzędów. Nie którzy mawiali wówczas, że „co urząd, to obyczaj”, mając na myśli, że urzędy dzieliły się na te bardziej i mniej przychylne podatnikom. W praktyce tworzyły się więc swoiste „raje podatkowe”.
Do zakresu moich obowiązków jako inspektora należało prowadzenie postępowań pokontrolnych w zakresie VAT, wy dawanie interpretacji indywidualnych oraz udzielanie telefonicznych porad dotyczących przepisów VAT.
Tempo pracy było dość wysokie. Samych interpretacji musieliśmy wydawać około 20 miesięcznie – czyli w praktyce jedną dziennie. A wszystko to działo się w realiach, w których wyroków i interpretacji było nie wiele, a literatura prawie nie istniała. Wiele kwestii nie miało żadnych precedensów, a system prawny dopiero się stabilizował. W praktyce ratunkiem był jeden leksykon i dwa komentarze, które urzędnicy przekazywali sobie nawzajem. Niestety publikacje te były tylko częściowo pomocne. Ponieważ – tak jak dziś – „problem zaczyna się tam, gdzie kończy komentarz”.
Warto pamiętać, że w 2005 r. wprowadzono rewolucyjną jak na tamte czasy tzw. milczącą interpretację. Jeżeli urząd nie wydał interpretacji w nieprzekraczalnym terminie trzech miesięcy od dnia wpływu wniosku, stanowisko podatnika uznawano za prawidłowe. Tak jest i dzisiaj, jednak wtedy urząd nie mógł przedłużać tego terminu.
Jeżeli więc sprawa wymagała doprecyzowania i wysyłano wezwanie, bardzo trudno było zmieścić się w trzymiesięcznym terminie. Gdy sprawa dotyczyła stawki VAT zależnej od PKWiU, musieliśmy dodatkowo występować o opinię do GUS. To również nie wydłużało terminu na wydanie interpretacji. Na szczęście ani razu nie przekroczyłem trzech miesięcy, choć bywało bardzo blisko.
Dzisiaj jest znacznie łatwiej, ponieważ urzędnicy mogą czekać niemal do ostatniej chwili, a następnie wysłać wezwanie – nierzadko nie w pełni uzasadnione – które wydłuża termin na wydanie interpretacji.
Samo udzielanie odpowiedzi na we zwania bywało zresztą ciekawym do świadczeniem. Na spotkania przychodzili wnioskodawcy i oprócz przekazania pisemnych wyjaśnień chcieli wszystko szczegółowo tłumaczyć ustnie. Raz na wizytę przyszedł Dyrektor Wykonawczy jednej z agend ONZ, co wywołało w urzędzie spore poruszenie i pewien niepokój.
Interesujące były również same postępowania pokontrolne – jednym razem sprawa dotyczyła karuzeli VAT, innym kwiaciarki niepłacącej podatków, a jeszcze innym rzemieślnika, na którego doniosła własna żona.
„Wątpliwości na niekorzyść podatnika”
Dziś przepisy nakazują organom podatkowym tak interpretować prawo, aby niedające się usunąć wątpliwości były rozstrzygane na korzyść podatnika. Praktyka nie zawsze to jednak potwierdza, ponieważ zdaniem organów nie istnieje coś takiego jak niedające się usunąć wątpliwości – prze pis jest jasny, a podatnik nie ma racji.
Podobna niepisana zasada obowiązywała również 20 lat temu. Jeżeli przepis nie przesądzał wyraźnie, że podatnik ma rację – uznawano, że jej nie ma. A jeżeli uważał inaczej, mógł iść do sądu administracyjnego. Wtedy odpowiedzialność za rozstrzygnięcie spadała już na sąd.
Wykładnia prawa podatkowego: od ducha prawa, przez prawo precedensowe, aż do AI
Zaraz po wprowadzeniu „nowej” ustawy o VAT orzeczeń i interpretacji było – z oczywistych względów – niewiele. Można było odwoływać się do wyroków TSUE, ale organy podatkowe robiły to niechętnie. Dopiero z czasem zaczęto szerzej stosować prounijną wykładnię przepisów.
Z biegiem lat liczba interpretacji i wyroków zaczęła rosnąć lawinowo. Prawo podatkowe w praktyce zaczęło przypominać prawo precedensowe. Zamiast pytać „co mówi przepis?”, coraz częściej pytaliśmy: „jak podobną sprawę rozstrzygnęły organy podatkowe i sądy?”.
W tej sytuacji kluczowe stało się szybkie i dokładne wyszukiwanie wcześniejszych rozstrzygnięć oraz analiza, na ile dany stan faktyczny pokrywa się z tym, który był przedmiotem rozstrzygnięcia organu lub sądu. Doradztwo podatkowe w dużej mierze zamieniło się w intensywne, często żmudne przeszukiwanie baz orzeczniczych i interpretacyjnych.
Aż wreszcie pojawiła się sztuczna inteligencja
Dziś jesteśmy świadkami trzeciej wielkiej zmiany. Sztuczna inteligencja potrafi w kilka sekund znaleźć powiązane wyroki, interpretacje, analizy i komentarze. To, co kiedyś zajmowało konsultantowi wiele godzin, dziś może zostać wykonane niemal natychmiast.
Warto jednak pamiętać, że narzędzia AI wciąż są niedoskonałe. Potrafią pominąć istotne orzeczenie. Co ważniejsze – często nie wychwytują subtelnych różnic w stanie faktycznym, które mogą mieć decydujące znaczenie. Zdarza się też, że błędnie od czytują stan faktyczny, a nawet „zmyślają” wynik analizy.
Czy oznacza to, że narzędzia AI są nie przydatne? Absolutnie nie. Będą stanowić potężne wsparcie dla doświadczonych do radców podatkowych, którzy potrafią właściwie wykorzystać ich potencjał.
Czy to koniec doradztwa podatkowego?
Nie. To koniec pewnego modelu doradztwa. Jak pokazują ostatnie doświadczenia związane z KSeF, klienci potrzebują osoby, która wesprze ich w trudnych projektach. Kogoś, kto przeanalizuje, co należy zrobić i w jakiej kolejności. Zarekomenduje, co jest najważniejsze, a co może poczekać. Pomoże uporządkować procesy w firmie i jasno wyjaśni skomplikowane zagadnienia pracownikom różnych działów – nie tylko księgowości. Doradca przygotuje procedury postępowania, przeprowadzi przeglądy podatkowe i zabezpieczy kluczowe transakcje.
Potrzeba współpracy z doradcami podatkowymi nie zniknie – zmieni się jedynie ich rola. Już obecnie obserwowana jest transformacja zawodu doradcy polegająca na stopniowym odchodzeniu od modelu eksperta opierającego się głównie na pamięciowym opanowaniu orzecznictwa i interpretacji podatkowych. W jego miejsce pojawia się model specjalisty zarządzającego projektami podatkowymi, który potrafi wykorzystywać nowoczesne narzędzia analityczne, aby szybciej identyfikować ryzyka oraz skuteczniej wspierać biznes.
Mimo tej ogromnej zmienności jedna rzecz pozostanie niezmienna – przedsiębiorca, który prowadząc działalność gospodarczą nie korzysta z usług doradcy podatkowego, naraża się na duże i często zupełnie niepotrzebne ryzyko.
To nie sztuczna inteligencja będzie oddzielać ziarno od plew. Zrobi to doradca, który wie, czego szukać.
Arkadiusz Łagowski
Doradca podatkowy
Artykuł ukazał się w marcowym wydaniu „Business HUB”: CZYTAJ TUTAJ.

Kancelaria Chojnacka & Łagowski – Doradcy Podatkowi należy do grona Firm Członkowskich Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach.