Dawid Koczur – influencer, reporter „Halo tu Polsat” i Ambasador Województwa Śląskiego, pochodzący z Lędzin, opowiada o przepisie na sukces „w sieci”, roli autentyczności w przekazywaniu treści w mediach społecznościowych i pracy social media managera od kuchni.

 

Dawid, masz prawie 130 tys. obserwujących na Instagramie i przeszło 165 tys. na TikToku – co ludzi tak przyciąga? Z czego Twoim zdaniem wynika to zainteresowanie? To gwara śląska tak przekonuje ludzi czy coś innego?

 

Sam chciałbym wiedzieć, ale jeśli miałbym obstawiać to sądzę, że połączenie gwary śląskiej z nowoczesnym przekazem. W mediach społecznościowych to forma przekazu jest często ważniejsza niż same treści. Ich dobre połączenie to przepis na przyciągnięcie odbiorców.

 

Na przestrzeni lat różnie bywało z podejściem do Ślązaków, ich tradycji i odmienności. Dziś to bardziej pomaga czy bywa udręką?

 

Kiedy byłym dzieckiem, oczywiście tego nie rozumiałem, to do mnie nie docierało. Moja miejscowość była moją małą ojczyzną, jak nas uczono w szkole. Oczywiście na polskim każde dyktando kończyło się góra na ocenie 2-, jednak to nie był problem. Ja od małego posługiwałem się slunską godką. Język polski w pewnym sensie był dla mnie jak język angielski czy niemiecki – uczyłem się go w szkole na lekcjach. I mówiłem w nim wyłącznie na lekcjach.

 

Problem pojawił się, gdy rozpocząłem naukę w technikum w Tychach, gdzie już jako dorosły człowiek miałem świadomość, że tam „się mówi”. I dzisiaj to wydaje się dość śmieszne, ale pamiętam jak dziś dzień, kiedy przed rozpoczęciem szkoły siedziałem z sąsiadką i śmialiśmy, że teraz będę mówił słowo „Ja” zamiast „Jo”. I od tego prostego słówka wszystko się zmieni. Także odpowiadając na pytanie – od małego byłem wychowywany w śląskiej, górniczej rodzinie i przez wiele lat nie zastanawiałem się, jakie ktoś może mieć podejście do Ślązaków. A kiedy wyjechałem już na studia do Warszawy to tutaj naprawdę nie usłyszałem ani razu nic negatywnego na temat Śląska czy Ślązaków – jeśli już to wręcz przeciwnie, że Ślązacy to fajni ludzie.

 

Jesteś Ambasadorem Województwa Śląskiego, ale na co dzień pracujesz w Warszawie. Czy przez swoją działalność w social mediach czujesz pewną misję? Ten kontent to zapotrzebowanie marketingowe czy Twoje wewnętrzne?

 

Mam w sobie potrzebę dzielenia się tym, co uważam za wartościowe. Ten profil zrodził się tak naprawdę przez częste pytania – „O jesteś ze Śląska! Powiedz coś po Waszemu!”. I z jednej strony miałem już tego dosyć, a z drugiej uznałem, że nagram kilka materiałów po śląsku, aby przy kolejnym tego typu pytaniu móc powiedzieć, że zapraszam na swój profil – tam można sobie posłuchać prawdziwej godki.

 

Okazało się, że, te materiały tak się spodobały, że Synek ze Śląska został na dłużej. I tak, im więcej nagrywałem, im częściej czytałem komentarze, tym bardziej miałem poczucie misji. Okazało się, że jest duża grupa ludzi, która po prostu wstydzi się gwary. I to jest moja największa misja, żeby przede wszystkim trafiać do samych Ślązaków i pokazać im, że znajomość naszej godki to nie wada, a ogromna zaleta. Godomy po polsku i po śląsku!

 

Dużo się mówi o „autentyczności” w sieci. Ale czy to rzeczywiście działa? Gdzie leży granica między byciem sobą a kreacją?

 

Nie da się ciągle udawać, no chyba że ktoś jest dobrym aktorem. Jednak nie zazdroszczę wówczas tego, co siedzi w głowie. To taka często powtarzana ładna fraza „bądź sobą”, „bądź naturalny”, ale o to chodzi, to działa. I prędzej czy później, to co robimy w Internecie zostanie sprawdzone w realnym świecie. Nigdy nie wiemy, kiedy spotkamy kogoś z grona swoich fanów, więc nasza „autentyczność” może być łatwa do zweryfikowania.

 

Praca w social mediach bywa spłycana, kojarzona z zabawą. Dla Ciebie to też tylko fun? Widzisz w tym realny efekt?

 

Długo miałem problem z tym, żeby mówić o sobie „influencer”, mówiłem „twórca internetowy”, chociaż to też, gdy pracowałem na co dzień jako reporter czy dziennikarz, nie brzmiało dla mnie do końca dobrze. Musiało minąć kilka lat, gdy mogłem z przekonaniem umieścić w CV, że jestem również influencerem. Bo to nie jest zabawa, jeżeli chcemy traktować to na serio, to jest to praca, w której wszyscy widzą tylko efekt finalny. Oglądacie zabawny materiał, ale jednak często jest to poprzedzone kilkoma godzinami przygotowań – trzeba napisać scenariusz, zrealizować nagrania, zmontować, zaplanować publikację. Często praca nad jednym filmem to nawet kilka godzin. A jak wiemy, na samej publikacji się nie kończy. Następnie musisz być w kontakcie z odbiorcami i odpowiadać na komentarze, wiadomości. Z boku oczywiście nadal to może wydawać się zabawą. Często czytam na portalach „O, ja też mogłabym zrobić zdjęcie i być influencerką” – no to śmiało – zapraszam!

 

Szybko scrollujemy, treści w social mediach są skondensowane, ale czy ich tworzenie też jest takie łatwe? Jak wygląda praca social media managera od kuchni?

 

To zależy od kontentu, tego co tworzymy, bo jeżeli chodzi o moje profile, to tak jak wspomniałem, niektóre materiały wymagają kilku godzin pracy, ale oczywiście są też takie do zrealizowania w krótszym czasie – ważny jest pomysł. W pracy social media managera to wygląda nieco inaczej. Wszystko zależy od projektu. Może być tak, że realizację jednego materiału trzeba zaakceptować z producentami programu, PR-owcami, aktorami, następnie zbriefować ekipę realizacyjną, dopiąć finalnie scenariusze, nagrać, zmontować, opublikować i to trwa naprawdę długo. A bywa i tak, jak np. na profilu „Halo tu Polsat”, że w trakcie 3-godzinnego programu publikuję 16 materiałów, czyli jeden co 11 minut! To tak naprawdę indywidualna sprawa, w zależności od profilu. Jednak bez dwóch zdań – praca social media managera w telewizji wymaga ogromnej sprawności i kreatywności.

 

Jakie rzeczy są kluczowe przy rozwijaniu kanałów? Masz jakieś konkretne tipy? Są jakieś uniwersalne zasady dla marek osobistych i firm?

 

Tych tipów jest kilka, one są często powtarzane. Gdy oglądam influencerów zapraszanych do TV i padają pytania – jak zostać influencerem, jak odnieść sukces? Praktycznie zawsze padają te same odpowiedzi – systematyczność i autentyczność. I to jest prawda. Poza tym, trzeba mieć jeszcze pomysł na siebie i wiedzieć, co chce się przekazać. Dzisiaj nie należy już kierować się trendami, warto poszukać niszy, skupić się na tym, w czym jest się dobrym – i tym dzielić się z innymi.

 

Rozmawiał Mateusz Grzechnik

 

Wywiad ukazał się w czerwcowym wydaniu „Business HUB”. 

Wersja online numeru do pobrania: TUTAJ.

Najnowsze