Kasia Sokołowska – reżyserka, choreografka, jurorka programu telewizyjnego „Top Model” opowiada o swojej drodze zawodowej, podkreślając kluczową rolę pasji i odwagi w karierze, od początkowych doświadczeń artystycznych, przez reżyserię pokazów mody, aż po budowanie własnych przedsięwzięć biznesowych w branży wellness i biżuteryjnej.

 

 

W tym roku gościła Pani na wydarzeniu organizowanym przez Regionalną Izbę Gospodarczą w Katowicach – „Pierwiastek K!”. Motywem eventu była pasja i jej rola w życiu zawodowym oraz prywatnym. Jakie znaczenie ma dla Pani ta energia i wewnętrzna motywacja?

 

Bardzo miło wspominam to spotkanie na Śląsku. Czułam niesamowitą energię od zgromadzonych kobiet. Czym bardziej jestem dojrzała, tym bardziej doceniam taką wymianę energii. Pasja była tematem nie bez przyczyny. Wszystkie moje działania w życiu zrodziły się z pasji i są konsekwencją moich zainteresowań i zachwytów, ale też pewnej emocji, która im towarzyszyła. Jako dziecko grałam w zespole muzyki dawnej Scholares Minores pro Musica Antiqua w Poniatowej. Scena muzyczna, twórcza emocja, publiczność i kostium z epoki – to wszystko mnie kształtowało. Warto też dodać, że scena dla młodej osoby to jest niezwykła szkoła – stres, ale też satysfakcja. Bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że jedno nie istnieje bez drugiego. Stres przestał mnie paraliżować, w zamian miałam radość tworzenia i motywację do działania. I do tej pory trzymam się zasady, że jeśli tak czuję, to dokonuję dobrych wyborów w życiu.

 

Pani historia pokazuje, że nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno, żeby spełniać marzenia…

 

Odwaga jest przywilejem młodości, wtedy łatwiej nam ryzykować. Mniej zdajemy sobie sprawę z pewnych zagrożeń czy naszych deficytów, związanych z brakiem doświadczenia. Ja zaryzykowałam wybierając świat mody, który wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż teraz. Moja konsekwencja i praca doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj, ale to nie oznacza, że nie chce się nadal rozwijać. Wbrew pozorom o taką życiową odwagę musimy walczyć cały czas. W dojrzałym wieku obawiamy się nowych wyzwań i straty tego, co już osiągnęliśmy. I to nas może hamować.

 

Scena muzyczna, studia aktorskie i reżyserskie, praca w teatrze. Z tej kombinacji zrodziła się reżyseria pokazów mody. To był świat nie dość, że zdominowany przez mężczyzn, to również trudna dekada lat 90. XX wieku, gdy zmieniła się polska gospodarka.

 

W świat mody weszłam w momencie, kiedy Polska przechodziła dużą transformację i tak naprawdę nie do końca było wiadomo, jak rynek mody będzie wyglądał. Zawód „reżyser pokazów mody” w wersji komercyjnej jeszcze nie istniał.

 

Wiedziałam, że mogę i umiem to robić. Natomiast nie byłam pewna, czy będę się mogła z tego utrzymać. Podjęłam to ryzyko, bo byłam przekonana, że formuła pokazu mody łączy w sobie wszystkie moje pasje i „żądze”, że już nie muszę wybierać – scena, muzyka, choreografia czy teatr. Właściwie wszystko to odnalazłam w pokazie mody, który za każdym razem może być inny, mieć różne scenariusze, zmienną dynamikę czy dramaturgię. Wymiar artystyczny był dla mnie podstawą, ale z drugiej strony zagrały moje talenty do zarządzania. Uznałam, że to jest moja droga i dlatego to zaryzykowałam i skoczyłam na główkę.

 

 

Ale obrażeń nie było. Udało się?

 

Większych obrażeń nie było, ale proszę pamiętać, że minęły prawie trzy dekady pracy na wybiegu, na backstage’u, absolutnie nie w blasku reflektorów.

 

Wtedy nazwisko Sokołowska nie było kojarzone. Pracowała Pani głównie na drugim planie?

 

Tak. To była normalna, codzienna praca, kosztem życia osobistego, bo moda nie lubi konkurencji. Miałam pokaz za pokazem, premierę za premierą. Ekstremalnie pracowite czasy.

 

Disney Polska zaprosił Panią jako prowadzącą polską premierę „Diabeł ubiera się u Prady 2”. Może właśnie dlatego, że zna Pani świat mody, jego blichtr i wymagania od kuchni?

 

To było nawet zabawne, że po 30 latach pracy zawodowej w branży mody dostałam taką propozycję. Film moim zdaniem jest bardzo udany. Pokazuje ten świat w pewnej soczewce, w wyolbrzymiony sposób, z całym jego spektrum, z wadami i zaletami.

 

Przez te lata pracy, gdy bywała Pani również ambasadorką marek np. biżuteryjnych, zbudowała Pani własne biznesy. Skąd taka potrzeba?

 

Gdy jest się otwartym i kreatywnym – życie podpowiada różne scenariusze. To jest dla mnie naturalna droga związana z rozwojem i dojrzałością. Zawsze byłam jedną nogą w projektach kreatywnych, a drugą w biznesie.

 

Zaczęło się od branży wellness. Projekt LAVA e Sal, gdzie sól symbolizuje oczyszczenie ciała i umysłu, a lawa regenerację i samoakceptację – to nowe spojrzenie na branżę SPA?

 

To raczej mój osobisty koncept wellness. Gdzie regeneracja ciała jest tak samo ważna jak estetyka, która wpływa na dobre samopoczucie. Osobiście nie jestem w stanie zregenerować się w nieharmonijnej przestrzeni.

 

Moje spojrzenie na wellness to połączenie świetnej oferty zabiegowej, pięknego wnętrza, muzyki, zapachu i wysokiej jakości usług, Zaprosiłam do współpracy wspaniałych twórców i sama wyreżyserowałam ten świat! Filozofia LAVA e Sal dużo mówi o mnie, jaka jestem, jakie mam potrzeby estetyczne, co jest dla mnie ważne.

 

Niedawno zaprosiła nas Pani do biżuteryjnego świata. To kolejny artystyczno-biznesowy projekt?

 

Tak. To jest świat, który kocham od zawsze. Znowu daje sobie szansę na tworzenie osobistej historii, bo biżuteria jest nie tylko elementem mody, jest czymś ponadczasowym, ma swoją symbolikę, może być pamiątką lub talizmanem. Biżuteria, poza tym wszystkim, jest też przykładem wspaniałego rzemiosła. To wszystko znowu jest bardzo blisko moich wartości. Poruszam się ciągle w tych samych obszarach, tylko nadaję im różne biznesowe i artystyczne wymiary.

 

Przejrzałam propozycje na www.fettejewel.com i zwróciła moją uwagę mnogość projektantów i różnorodna paleta cen…

 

Fette to platforma e-commerce, na której prezentujemy szeroki wachlarz marek i projektantów biżuterii. Teraz to prawie 50 marek, głównie to polscy projektanci, ale jest też kilka marek zagranicznych. Chcemy się wyróżniać dobrą selekcją i jakością, mamy szeroką ofertę od srebra po fine-jewerely.

 

Historia Pani determinacji i siły w dążeniu może być inspiracją dla przedsiębiorczych kobiet. Jak nie przegapić tej swojej szansy? Co zrobić, żeby odnieść sukces?

 

Nie chcę stawiać się w mentorskim pozycji, mogę mówić tylko o swoim doświadczeniu. Dokonywałam swoich wyborów, podejmowałam ryzyko, bardzo późno weszłam w rodzicielstwo. Nie chcę tego oceniać i nie chcę, żeby ktoś to oceniał. Każdy ma swoją drogę. Trzeba słuchać swojego serca i intuicji.

 

Czy w takim razie coś nowego rodzi się w Pani głowie?

 

Jestem otwarta i ciekawa przede wszystkim tego, co się wydarzy, do czego doprowadzi mnie rozwój moich dwóch firm. To są trudne czasy dla biznesu. Muszę być uważna.

 

Kasia Sokołowska zawsze działa na takim wysokim C, ekstremalnym poziomie aktywności?

 

Jestem typem pracoholiczki. Trudno mi mówić teraz o jakieś równowadze. Najważniejszy projekt mojego życia to mój syn i rodzina. Naprawdę uważam, że kobiety są niesamowite, ponieważ potrafią pogodzić życie rodzinne z zawodowym, poukładać priorytety. W tym nie jestem ani pierwsza, ani ostatnia. Mój syn ma po prostu pracującą mamę. Myślę, że to da mu dużo siły w życiu. Mam taką nadzieję.

 

Rozmawiała Jaga Kolawa

 

Wywiad ukazał się w czerwcowym wydaniu „Business HUB”: CZYTAJ TUTAJ.

Najnowsze