Władysław Grochowski, Prezes Grupy Arche opowiada o wyjątkowości polskiej marki hotelarskiej, pomyśle na biznes oparty na emocjach i szacunku do historii, a także problemach prawnych, na które napotykają inwestorzy tacy, jak on pragnący ratować zabytki.

 

 

Arche posiada 19 obiektów hotelowych, których wartość jest wyceniana na ponad 1 mld złotych. Strategiczne plany firmy przewidują, że w 2030 roku grupa będzie zarządzać nawet 50 hotelami. Buduje Pan wyjątkową polską markę. Czy są momenty, kiedy przychodzi myśl, że może warto powiedzieć „stop”, bo portfolio hotelowe jest wystarczające?

 

Witam, jak zwykle optymistycznie i pragnę sprostować, że mamy już 20 hoteli w sieci. 30 czerwca nastąpiło oficjalne otwarcie obiektu w Nałęczowie. To dawne sanatorium milicyjne, budowane przez 40 lat, teraz mamy tu hotel na 308 pokoi.

 

Jeśli chodzi o plany… Może nie będzie tej okrągłej „pięćdziesiątki”, bo zatrzymała nas pandemia, jeśli chodzi o plany inwestycyjne. Ale pięć nowych inwestycji hotelowych w tym roku zaczynamy, więc nie tracę optymizmu. Czy mam dosyć? Na pewno nie, w moim wieku im mniej mi zostaje czasu, tym bardziej dostaję przyspieszenia. Chciałbym jeszcze trochę zrobić, wprowadzić ludzi do biznesu, nauczyć ich prowadzenia firmy, bo oczywiście mój czas jest ograniczony. Na szczęście, mam wokół świetnych ludzi, około 2 tysięcy pracowników Grupy Arche. Działamy i jesteśmy numer jeden w polskim hotelarstwie w Polsce. Kiedyś by mi to nawet do głowy nie przyszło, ale to daje dużo satysfakcji.

 

Najczęściej inwestuje Pan w chylące się ku upadkowi zabytki: cukrownia Żnin, papiernia w Konstancinie, stary klasztor we Wrocławiu czy Elektrociepłownia Szombierki… Nadaje Pan im nowe życie i funkcje. Skąd taki pomysł na biznes?

 

To tak samo wyszło, na początku nie miałem takich dalekosiężnych planów. Kiedy o tym myślę, wracam pamięcią do dzieciństwa na Lubelszczyźnie. Gdy miałem 10-12 lat chętnie uciekałem i zaszywałem się w miejscach daleko od wsi – opuszczone domostwa, kolonie domów zarośnięte zielenią. Ludzie wyprowadzili się na zachód, a ja sobie tam przesiadywałem. Patrzyłem na pozostałości kapliczek, krzyże, fundamenty, piwnice czy studnie. I zastanawiałem się, co tam się mogło dziać przed II wojną światową, jak tam się żyło.

 

To zainteresowanie przeniosłem w dorosłe, biznesowe życie do firmy deweloperskiej. Zacząłem inwestycje od pałacu i folwarku w Łochowie, prawie 20 lat temu. Zarobiłem na tym pieniądze i postanowiłem dalej działać na polu podupadłych zabytków. To, co wyróżnia Arche od pozostałych inwestorów to sposób podejścia do zabytków. Interesuje nas upływ czasu, to jaki miał wpływ na obiekt. Staramy się jak najwięcej pozostawić w stanie nienaruszonym z historii tego miejsca, a nawet odtworzyć, co się da. Okazuje się, że to jest ciekawe podejście, nawet dla konserwatorów zabytków. Ten ząb czasu, który odcisnął swoje piętno jest dobrze odbierany przez naszych gości. To rodzi emocje, wiąże ich z historią obiektu, zaciekawia.

 

Nasze hotele są rozpoznawalne na rynku. Po części dlatego, że wybieramy miejsca najbardziej zdegradowane i opuszczone, których nikt nie chce. Zwykle jest to tzw. Polska B, powiatowa, wydaje się że gorsza. Okazuje się, że tam ludzie nas potrzebują, czekają na dostrzeżenie, na inwestycje. Często są pozostawieni sami sobie, kto może to wyjeżdża, gdzieś do większych miast. Oprócz rewitalizacji zabytków dokonuje się rewitalizacja społeczności. Lokalni mieszkańcy mogą utożsamić się z naszą inwestycją, co daje wyjątkowy projekt i produkt. Pod tym względem nie mamy konkurencji w branży, a ja chciałbym takową mieć. Tyle miejsc czeka na uwagę inwestorów.

 

Czyli ta historia cały czas żyje w tych obiektach, jednym z bardziej popularnych jest cukrownia w Żninie, kiedyś wspominał Pan w wywiadzie, że przynosi więcej dochodów niż hotele warszawskie. Czy jest tak, że historia tego miejsca sprawia, że nie dość że goście są zadowoleni to również mieszkańcy Żnina, którzy mogli tutaj znaleźć zatrudnienie?

 

Gdy pierwszy raz pojechałem do Żnina zobaczyć ten obiekt, to miasto sprawiało wrażenie wyludnionego i wymarłego, to było jakieś 8 lat temu. Teraz zatrudniamy w hotelu około 250 osób, ale także wiele firm pracuje w okolicy dla nas, rozwinął się handel i usługi. Osobiście nie wyobrażałem sobie, że to jest niemożliwe, choć nikt nie dawał mi szans, żaden bank nie chciał dać środków na sfinansowanie inwestycji. A teraz ten obiekt ma najlepsze wyniki, jeśli chodzi o zwrot dla indywidualnych inwestorów. Każdy wykupiony metr kwadratowy przynosi inwestorowi ok. 170 zł miesięcznie. Dla nas oprócz kwestii zwrotu z inwestycji i dochodu ważne są sprawy społeczne, docenienie potencjału turystycznego małych miejscowości. Polska jest piękna, warto ją poznawać. Ta ciekawość wzrosła po doświadczeniach pandemii. Poza tym, nasi goście szukają czegoś autentycznego, swojskiego i prawdziwego. W naszych obiektach stawiamy na dodatkowe atrakcje, na wrażenia i emocje. To niesamowite, że do takiego Żnina ludzie przyjeżdżają na kilka dni, wyjeżdżają i ciągle mają poczucie, że nie wszystko poznali i deklarują nam potrzebę powrotu.

 

W jednym z wywiadów powiedział Pan, Polska to nie jest kraj sprzyjający rewitalizacjom. Co miał Pan na myśli, czy chodzi o trudności w pozwoleniach?

 

Polskie prawo jest mocno przeregulowane, a zabytki nie mogą czekać! Taka procedura, jeżeli jest ekspresowo to trwa około 5 lat, my budujemy około 2 lata. Ale mamy przypadki, że wykupiony pustostan czeka już 10 lat, a ciągle jesteśmy na początku drogi… A zabytki się degradują bardzo szybko. Często przyjeżdżam i załamuje ręce, gdy widzę, co tracimy bezpowrotnie. Obecnie jako Grupa Arche przygotowujemy petycję skierowaną do ustawodawcy, żeby zmienić i uprościć przepisy dla inwestujących w zabytki. Mam nadzieję, że zdobędziemy te sto tysięcy podpisów i powstanie taka spec-ustawa. Są też pozytywne przypadki współpracy z urzędnikami. Od momentu zakupu obiektu w Nałęczowie otworzyliśmy go dla gości w zaledwie 3 lata. To tylko pokazuje, że współpraca z odpowiednimi służbami przynosi spektakularne rezultaty.

 

Plan „odzyskania” Elektrociepłowni Szombierki Bytomiu na nowe funkcje, nie tylko hotelowe, to projekt – swoim ogromem i rozmachem – budzący chyba najwięcej emocji. W wywiadzie dla naszego kwartalnika sprzed dwóch lat mówił Pan o kosztach rzędu 200 milionów złotych. Skąd finansowanie na takie inwestycje? Jak je pozyskiwać?

 

200 milionów to przy takim najskromniejszym założeniu. Mamy złożony wniosek do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego o środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla naszej inwestycji w Bytomiu. Oczywiście nie ma żadnych gwarancji mimo tego, że ten obiekt, nazywany industrialną katedrą, jest tak wyjątkowy. Prowadzone są rozmowy z jednym z banków, po wstępnych rozmowach jest akceptacja na 60% wartości tego projektu. Liczymy również na emisję obligacji. Ale zawsze mam finansowy plan B. Posiadamy sporo własnych środków w obrocie, jak również inwestorów w systemie Arche, którzy mogą też zainwestować w pokoje hotelowe, które będą na sprzedaż w Elektrociepłowni Szombierki. Właściwie to nigdy nie mieliśmy problemów w sprawach finansowania na szczęście. Nawet, gdy wybuchła pandemia koronawirusa, hotele były zamknięte, a my nadal płaciliśmy naszym pracownikom i inwestorom. To kosztowało nas 100 milionów złotych, ale przetrwaliśmy jeszcze bardziej wzmocnieni. Także dlatego często mówię, że lubię trudne i nieoczywiste projekty.

 

Wygląda na to, że jest Pan niepoprawnym optymistą w biznesie. Czy dlatego powstał System Arche, w ramach którego 1000 inwestorów zakupiło już ponad 2000 pokoi hotelowych?

 

Mam w firmie dużo świetnych ludzi, ja staram się być trochę z boku. Potrafimy zarabiać na takich nieoczywistych projektach, mamy sporą poduszkę finansową. Każdy inwestor ma swój pokój hotelowy i bierze udział w dochodach z całości zysku. W hotelu często ok. 50% powierzchni to są przestrzenie przeznaczone na konferencje, kulturę, restauracje czy rzemiosło. I zyski z całości są proporcjonalnie dzielone. To opatentowany przez nas system, mamy sporą grupę stałych inwestorów, ale ciągle pojawiają się też nowi. Oczywiście, również pilnujemy mocno kosztów, mamy górne granice. Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy przekraczać ceny sprzedaży, np. 15 tys. zł za metr kwadratowy w takim pokoju z wyposażeniem, gdzie jest dużo instalacji, wiele części wspólnych w hotelach. To wszystko musimy zmieścić i jeszcze zarobić. Nie możemy też budować zbyt drogo, bo wtedy było trudniej o odpowiednią stopę zwrotu. Cały czas poszerzamy nasz system bezpiecznej, długoterminowej i pewnej inwestycji w nieruchomości.

 

Czym nas jeszcze zaskoczy Arche? Kroi się jakiś nowy pomysł na biznes? We wcześniejszej rozmowie z „Business HUB” wspominał Pan, że pieniądze Pana nie kręcą?

 

Pomysłów mi na brakuje, a najbardziej cieszy mnie, gdy mogę zobaczyć efekty swojej pracy. Budowa sanatorium milicyjnego została rozpoczęta 40 lat temu, z inicjatywy gen. Czesława Kiszczaka. Przez dekady, nikt nie chciał podjąć się dokończenia tej nieudanej inwestycji. Teraz w tym miejscu mamy Arche Nałęczów dawne sanatorium milicyjne ze strefą rehabilitacji, SPA, basenami i grotą solną. Powstał największy obiekt noclegowo-eventowy na Lubelszczyźnie, nie brakuje też inwestorów na pokoje w tym obiekcie w ramach Systemu Arche.

 

Duch gen. Kiszczaka nie będzie straszył w niedoszłym sanatorium dla milicjantów?

 

To się okaże, ale może to być kolejna ciekawostka dla naszych gości! Nawiązując do historii obiektu, przygotowaliśmy specjalną ofertę, adresowaną do aktywnych policjantów i ich rodzin. Będzie to 20 proc. rabatu na pobyt liczony od ceny dnia, a ich dzieci do lat 15 gratis.

 

A jak Pan generalnie ocenia sytuację branży hotelarskiej?

 

Sytuacja jest świetna. Przyszedł dobry czas na usługi. Na świecie produkujemy wiele rzeczy materialnych, otaczamy się tymi gadżetami, niepotrzebnymi przedmiotami, które szybko stają się śmieciami. Okazuje się, że to nam niekoniecznie daje szczęście. Potrzebujemy bezpośrednich relacji z ludźmi, a to oferują usługi. My tak naprawdę sprzedajemy w naszych hotelach – relacje i emocje. To się doskonale sprawdza i jest jeszcze olbrzymie pole do zagospodarowania w tym zakresie w hotelarstwie w Polsce.

 

Rozmawiała Jaga Kolawa

 

Grupa Arche należy do grona Firm Członkowskich RIG w Katowicach.

 

Wywiad ukazał się w czerwcowym numerze „Business HUB”.

Wersja online numeru do pobrania: TUTAJ.

Najnowsze