Beata Drzazga Przedsiębiorca i Założyciel BetaMed SA, Drzazga Clinic, Dono da Scheggia, Global Impact i Beata Drzazga Foundation, a także Wiceprezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, dzieli się z nami przemyśleniami na temat działalności charytatywnej, radości z pomagania, prowadzenia biznesu z misją i pasją oraz potrzeby kierowania się etycznymi wartościami, które powinny być drogowskazem dla przedsiębiorców.
Niedawno wróciła Pani na Śląsk z największej gali charytatywnej w Europie, która jest wyjątkowym spotkaniem wybitnych przedsiębiorców osobiście zaangażowanych w pomoc potrzebującym. To ważne wydarzenie dla Pani?
Corporate Connections Polska wraz z Fundacjami prowadzonymi przez Omeneę Mensah i Rafała Brzoskę zorganizowali Wielką Aukcję Charytatywną TOP CHARITY w Warszawie, wraz z uroczystą galą, już po raz trzeci. Jestem z nimi od początku. Tam właściwie po raz pierwszy przedsiębiorcy ośmielili się mówić głośno o tym, że pomagają innym. Cały czas uczono nas, że powinno się działać charytatywnie po cichu, bo tak jest bardziej szlachetnie. Właściwie się z tym zgadzam, bo przecież nie pomaga się na pokaz. Ale jeśli latami wspieramy potrzebujących, i to nie tylko finansowo, to myślę, że warto o tym głośno mówić po to, żeby przyciągnąć innych, pokazać im, że działalność charytatywna jest czymś naprawdę wspaniałym. Dla mnie osobiście, nie ma nic piękniejszego niż oddanie się drugiemu człowiekowi z dobroci serca. To jest najcudowniejsza rzecz, którą można przekazać. Właśnie dlatego należy o tym mówić głośno. Wiem, że to jest ciągle niepopularne, a czasem nawet niemile widziane.
Komu osobiście pomaga Beata Drzazga?
Udzielam się wszędzie i na wielu kontynentach. W Stanach Zjednoczonych biorę udział w galach charytatywnych, wspieram finansowo różne konferencje, m.in. w Palo Alto, w Nowym Jorku, Miami czy w Chicago. Są to wydarzenia poświęcone np. nowym technologiom albo eventy na tak dużą skalę jak Kongres 60 Milionów, czyli globalny zjazd Polonii, który ma na celu integrację środowisk biznesowych w kraju i za granicą. W Afryce z kolei wsparłam budowę szkoły dla dzieci. Są też osoby, którym pomagam indywidualnie i naprawdę po cichu, bez fleszy aparatów fotograficznych. Ostatnio odwiedzam domy, gdzie po prostu mieszkają ludzie w potrzebie, którzy są przy okazji moimi pacjentami. Przecież można im zrobić małe niespodzianki. Wystarczy kupić pościel, kołdry, poduszki czy ręczniki, takie podstawowe rzeczy, niezbędne dla osób przewlekle chorujących. Jestem również wrażliwa na krzywdę zwierząt, dofinansowuje różne fundacje. Wokół jest tyle możliwości pomagania, trzeba się tylko rozejrzeć. Zdaje sobie sprawę, że jedna osoba nie uratuje świata, ale małymi krokami i drobnymi czynami jest w stanie zmienić świat, chociaż jednego potrzebującego człowieka.
Dlaczego działalność społeczna i etyczne standardy w prowadzeniu biznesu, generalnie pomoc innym, dzielenie się tym, co się wypracowało powinny być stałym elementem funkcjonowania przedsiębiorstw?
Uważam, że to wszystko oddaje współczesny wymiar człowieczeństwa. Gdy prowadzimy działalność gospodarczą, traktujmy naszych pracowników, tak jak sami chcielibyśmy być traktowani na ich miejscu. Przecież oni przychodzą do nas do pracy, bo chcą z nami tworzyć firmę, a nie być jej niewolnikami. Oddają swoją siłę i energię. Oczywiście, że za pensję, ale niekoniecznie te pieniądze pokrywają to, co można uzyskać z tego oddania i zaangażowania. Gdy zatrudnieni w naszym przedsiębiorstwie widzą, że tworzymy coś dobrego i podajemy to dalej, łatwiej im przychodzi podzielać nasze pasje. I obojętnie, czy to będzie firma medyczna, czy nie, przecież wszystkie usługi albo produkty są kierowane do ludzi i finalnie mają nam do czegoś służyć. To powinno być standardem. Na szczęście jest coraz więcej przedsiębiorców, którzy działają w ten sposób. Ale jest też grono osób takich, które nie powinny w ogóle prowadzić biznesu, bo patrzą tylko na – że powiem kolokwialnie – swój czubek nosa.
Czy można powiedzieć, że Pani mogłaby być dla nich wzorem, bo prowadzi biznes z misją?
Biznes z misją, wizją i sercem, no i jeszcze z pasją – te cztery wartości determinują wszystko, co robię. Ja to wiem od ponad 20 lat i nie potrzebuje do tego coachów czy trenerów motywacyjnych.
Czy takie podejście jest kluczem do tego, że ma Pani niekończące się pokłady energii do działania i ciągle nowych aktywności?
To pytanie często jest mi zadawane. Największą radość i chęć do wstawania rano daje mi właśnie perspektywa tworzenia czegoś pięknego, nowego, czegoś, co sprawi, że ludzie będą szczęśliwsi. Codziennie siadam i rozmyślam, co jeszcze mogę zrobić nowego. Po prostu, gdy widzę, że do mojego biznesu zaczyna się wkradać stagnacja czy rutyna, mówię – dobra, to co otwieram jeszcze? Współczesny świat daje nieskończone możliwości, tyle firm można prowadzić w różnych branżach, że właściwie nie wiadomo, w co ręce włożyć! Jeśli ktoś ma taki charakter i podejście do życia, lubi tworzyć, organizować, to nigdy się nie będzie nudził. A jeszcze, jeśli do tego dołoży pasję, serce i wizję, a przede wszystkim połączy to z miłością do człowieka, to już może mówić o sukcesie.
Zakładając BetaMed zasiała Pani ziarno empatii. Centrum medyczne stało się pionierem, promotorem innego spojrzenia na standardy w opiece nad pacjentem. Czy coś generalnie zmieniło się w tego typu placówkach w Polsce?
Zauważam takie ewolucyjne zmiany i ogromnie się cieszę, że się do nich w jakimś stopniu, przyczyniałam. Mój zespół, pracownicy medyczni, ale też biurowi, koordynatorzy itp. to osoby obdarzone głęboką empatią, zresztą to główne kryteria w trakcie rekrutacji do BetaMed: empatia, umiejętność wyrażenia miłości i szacunku do drugiej osoby. Warto również tłumaczyć, jaki mamy cel i co chcemy dzięki takiemu podejściu stworzyć. Widzę, że to ziarenko empatii zostało zasiane. Od trzech lat jestem dziekanem na Akademii Górnośląskiej w Katowicach i tam wykładam dla pielęgniarek na temat komunikacji. Poruszam oczywiście problematykę empatii, odpowiedniego odnoszenia się do pacjentów. To tak naprawdę zawód bardzo trudny, dla wybranych, którzy potrafią w pewnym stopniu poświęcić się dla innych i mają w sobie wielkie pokłady miłości i cierpliwości zarazem. Wierzę, że dzięki moim wykładom dla – w sumie niewielkiej – grupy studentów, coś może zmienić się na lepsze. I to się naprawdę dzieje. Proszę sobie wyobrazić, że spotkałam znajomą, była w Łodzi w szpitalu i opowiedziała mi o wyjątkowej pielęgniarce, która była bardzo miła, taka do serca przyłóż. Moja koleżanka jej nawet powiedziała:„Pani jest kochana, taka trochę inna niż wszyscy”, a ona mówi: „Miałam wykłady z Panią Beatą Drzazgą”. Taka sytuacja to dla mnie największa nagroda, jaka może mnie spotkać. Jednak nie na darmo poświęcam swój czas i energię. Ziarenko zostało zasiane, niech to dobro się szerzy.
Mija 20 lat Polski w Unii Europejskiej… Jakie znaczenie dla Pani miało przystąpienie Polski do Unii, czy ułatwiło prowadzenie biznesu?
To było bardzo ważne i mądre posunięcie. Dało większe poczucie bezpieczeństwa w prowadzeniu interesów, sprawiło, że Polska bardziej się rozwinęła. Jako istotny przykład dla mojej działalności mogę podać lepszą infrastrukturę drogową, co ułatwiło dostęp do pacjentów BetaMed. Zostały też wyznaczone tak potrzebne standardy i procedury prowadzenia działalności gospodarczej. BetaMed jako jedna z pierwszych firm w regionie zdobyła certyfikat jakości ISO. Teraz dużo mówi się o normach ESG, a ja to wprowadziłam u siebie już wcześniej, bo zwracałam uwagę na zrównoważony rozwój, środowisko i odpowiedzialność społeczną. Nie można też pominąć aspektu finansowego, dzięki środkom z niskooprocentowanej pożyczki Jessica mogłam zbudować swoją wymarzoną klinikę. Generalnie we wszystkim, co robię, stawiam na współpracę. Dlatego jestem za współdziałaniem i umacnianiem się krajów należących do Unii Europejskiej. Idźmy razem, by było łatwiej. Każde państwo, które dostaje unijne środki poprawia swoją strukturę w wielu dziedzinach.
Jeśli mówimy o współpracy… W tym roku została Pani wiceprezesem Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach. W jaki sposób będzie Pani wspierać Izbę?
Jestem bardzo dumna z tej nominacji. Szanuję i doceniam to, co robi RIG od tak wielu lat. Chce spotykać się z przedsiębiorcami, inspirować ich, wzmacniać i dzielić się z nimi swoim doświadczeniem. Pamiętam, że na początku swojej drogi biznesowej brakowało mi takiego mentoringu czy praktycznego doradztwa. Z chęcią podzielę się moim wolnym czasem i bagażem doświadczeń.
Z tym wolnym czasem to może być problem. Gdzieś wyczytałam, że na aukcji charytatywnej wylicytowała Pani sesje tenisa z Igą Świątek i nie udało się znaleźć wolnego terminu.
Jest mi nawet trochę głupio, że co chwilę przesuwam termin zagrania z mistrzynią Igą i spotkania z nią. Dla mnie to będzie wielka przyjemność, zrealizuje to na pewno.
Rozpoczyna się sezon wakacyjny. Wiele przedsiębiorców ma wtedy ten sam problem, cały czas są w pracy, nie potrafią „wyłączyć” głowy. Ma Pani na to rozwiązanie?
Dobry organizator musi potrafić wszystko tak pospinać, żeby mieć co najmniej dwa tygodnie tylko dla rodziny. Mnie się to udaje. Odsuwam na bok pracę, dzięki moim fantastycznym pracownikom. Mogą na bieżąco prowadzić firmę, właściwie beze mnie, oczywiście wyłączając jakieś strategiczne ruchy. A ja wtedy poświęcam się dzieciom, mamie, rodzinie i przyjaciołom. Moim zdaniem, jeśli nie potrafi się wykroić czasu dla najbliższych to nie jest się dobrym przedsiębiorcą, ponieważ szwankuje planowanie i organizacja czasu. Co prawda, muszę się przyznać, że rano na wczasach sprawdzam w telefonie, czy nie mam jakiś niepokojących wieści z moich firm, ale jeśli wszystko jest ok, wyłączam się na cały dzień, by być tylko dla rodziny.
Dziękuję pięknie za rozmowę i zazdroszczę tej partii tenisa z Igą Świątek. W tym roku się uda?
Czekam na to z niecierpliwością, ale tak już mam, że pomaganie i angażowanie się w różne działania, jest dla mnie ważniejsze niż chwile przyjemności.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Wywiad ukazał się w czerwcowym numerze „Business HUB”.
Wersja online numeru do pobrania: TUTAJ.