Beata Drzazga, przedsiębiorca, mentor biznesu i filantrop, założycielka wielu firm w Polsce i zagranicą, m.in. BetaMed – największej firmy medycznej w Polsce – opowiada o swoich działaniach na rzecz rozwoju polskiego biznesu; Aktywności jako wiceprezes Centrum Nauki, Innowacji i Przedsiębiorczości Polska w Dolinie Krzemowej w USA, udziale w pracach deregulacyjnych zespołu Rafała Brzoski oraz konferencji dotyczącej problemu nierówności płci we władzach polskich firm.
Coraz częściej można Panią spotkać w Kalifornii, a konkretnie w Dolinie Krzemowej. W jaki sposób – w tym słynnym miejscu – angażuje się Pani w rozwój polskiego biznesu?
Dolina Krzemowa to kolebka przedsiębiorczości w Stanach Zjednoczonych, znana i podziwiana na świecie. To centrum innowacji, nowych technologii, przyciągające innowatorów czy startupy z całego globu. Wielu polskich przedsiębiorców marzy o tym, by tam zaistnieć, znaleźć inwestora albo partnera biznesowego. A niewiele osób zdaje sobie sprawę, że mamy tam wyjątkowych ambasadorów. Prof. inż. Piotr Moncarz i prof. Janusz Bryzek są znani w USA powinniśmy być dumni z takich rodaków, którzy odnieśli tam wielki sukces.
No właśnie, proszę przybliżyć naszym czytelnikom ich osiągnięcia?
Piotr Moncarz wykłada na Uniwersytecie Stanford, specjalizuje się w nowych technologiach i badaniach katastrof budowlanych. Jest przewodniczącym US-Polish Trade Council – organizacji wspierającej współpracę pomiędzy USA i Polską. Współorganizatorem konferencji nt. nowych technologii w Palo Alto, gdzie się poznaliśmy. W Kalifornii spotkałam również Janusza Bryzkę, nazywanego w Dolinie Krzemowej „ojcem sensorów”, jest pionierem w branży micro-mechaniki, który pomógł w stworzeniu wielu, obecnie ogromnych, firm. To był wizjoner, mówię był, bo niestety już nie ma go z nami. W ubiegłym roku w Kalifornii zainaugurowało swoją działalność Poland in Silicon Valley Center for Science, Innovation, and Entrepreneurship (Centrum Nauki, Innowacji i Przedsiębiorczości Polska w Dolinie Krzemowej). Organizacja pod przewodnictwem prof. Moncarza, z udziałem przedstawicieli firm polonijnych i osób, którym się udało w biznesie w Polsce ma stanowić pomost między polskimi i amerykańskimi instytucjami.
Została Pani wiceprezes Centrum, na jakie działania stawiacie?
Polska jako taka nie jest obecna na świecie w obszarze nauki czy nowych technologii, a musimy zostać dostrzeżeni. Chodzi o to, żeby o Polsce się mówiło. Ale żeby zaistnieć, musi powstać takie miejsce współpracy z trzema obszarami: nauka, biznesu i instytucje rządowe. Centrum podpisało umowę z czołowymi, dwunastoma uczelniami z Polski, z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Rozmawiamy z przedstawicielami biznesu. Wszystko po to, żeby uczelnie mogły szerzyć naszą myśl naukową i techniczną. Dobrze, żeby tym talentom udało się coś zrobić w Polsce, a potem pokazać dalej, nauka musi być globalna, musimy być widoczni w świecie.
Czy w obecnej sytuacji politycznej panuje dobry klimat dla robienia biznesu w Stanach, w sytuacji nacisków, a nawet szantażu gospodarczego prezydenta Donalda Trumpa wobec Europy?
To kompletnie nie ma znaczenia. Zawsze prowadzimy firmy nie patrząc na to, jakie są opcje polityczne, bo nasze przedsiębiorstwa mają funkcjonować, a my musimy się dostosować. Raz nam jest gorzej, raz lepiej, ale działamy, nie oglądając się na polityków. Centrum Poland in Silicon Valley ma działać jako hub przedsiębiorczości, chcemy podpisywać kontrakty, ściągać polskie firmy gotowe do wejścia do Doliny Krzemowej, łączyć ich z potencjalnymi inwestorami. Ktoś znajdzie partnera biznesowego, ktoś znajdzie rynek zbytu… Centrum ma pełnić rolę formalnego przedstawicielstwa polskiej nauki i biznesu.
Pozostańmy jednak przy polityce, tym razem polskiej. Brała Pani udział w procesie postawania deregulacji, uczestniczyła w pierwszym spotkaniu zespołu Rafała Brzoski z premierem Donaldem Tuskiem. Jak ocenia Pani ten pomysł z perspektywy przedsiębiorcy, wizjonera i mentora biznesu, który posiada tak wieloletnie i różnorodne doświadczenia w prowadzenia interesów w Polsce i zagranicą?
Jestem bardzo dumna, że mogłam uczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu w 35-letniej historii polskiej przedsiębiorczości, kiedy to politycy chcą z nami realnie rozmawiać i traktują nas poważnie. Działam w wielu organizacjach biznesowych, m.in. w Polskiej Radzie Przedsiębiorców, Pracodawcy RP, Business Center Club, Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach. Wszyscy razem wspieramy pomysły deregulacyjne. Utworzone zostały specjalne grupy, które bardzo mocno działają z prawnikami i przekazują swoje opinie politykom. Jest bardzo duże zainteresowanie przedsiębiorców i polityków. Mam nadzieję, że chociaż część postulatów deregulacyjnych, upraszczających np. prawo skarbowe i system podatkowy wejdzie w życie.
Można powiedzieć, że trzyma Pani rękę na pulsie najważniejszych wydarzeń dla polskiej gospodarki i przedsiębiorczości. Niedawno wzięła Pani udział w debacie „Women on Boards” w Polskiej Radzie Biznesu, poświęconej obecności kobiet na najwyższych stanowiskach kierowniczych w przedsiębiorstwach. Czy warto rozmawiać o nierównościach płciowych we władzach firm?
Tak naprawdę uważam, że obecność kobiet w zarządach nie powinna być regulowana przez parytety, ale patrząc na stereotypowe myślenie w Polsce jest to konieczne. Bardzo mnie dziwi ambicjonalne podejście, rodem z czasów komuny, że mężczyźni muszą się wykazać i pokazać, że obsadzeni nimi zarządów, rad nadzorczych czy paneli dyskusyjnych wygląda lepiej i poważniej. Jest to obraźliwe dla kobiet. Umiejętności w zarządzaniu, przywództwie nie zależą od postury czy mięśni, ale od charyzmy i wewnętrznej siły. Powinno się patrzeć szerzej na zespół cech, takich jak obowiązkowość, wizjonerstwo, a tego u nas nie ma. Dlatego jestem za wprowadzeniem parytetów płci, bo w Polsce istnieje taka potrzeba.
Warto podkreślić, że od 2026 roku, zgodnie z przepisami unijnymi, 33-procentowy parytet płci w zarządach i radach nadzorczych będą musiały stosować duże spółki Skarbu Państwa, a potem kolejne…
Zawsze mówię, że biznes nie ma płci, ale w Polsce kobieta, która wyróżnia się w biznesie, często jest odsuwana na bok, bo jest konkurencją dla niedowartościowanych mężczyzn. Parytety dadzą kobietom realną szansę, by móc się wykazać. Ja uważam, że warto patrzeć na człowieka, nie przez pryzmat płci, ale dajmy szansę kobietom, by być liderkami. Bywamy bardziej zaangażowane, odpowiedzialne za podległy zespół ludzi, empatyczne, mamy szersze spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Przypomnijmy, że jesteśmy większością społeczeństwa, ponad połowa ma wyższe wykształcenie, jesteśmy zagłębiem talentów. Nie możemy sobie pozwolić w Polsce na to, żeby potencjał przedsiębiorczych kobiet nie był wykorzystywany.
Rozmawiała Jaga Kolawa
Wywiad ukazał się w marcowym numerze „Business HUB”.
Wersja online numeru do pobrania: TUTAJ.
Fot. Lidia Skuza