Zamknięte hotele, restauracje, sale zabaw, siłownie, wygaszony sektor eventowy, biura podróży i agencje turystyczne pozbawione klientów – tak pokrótce można opisać stan branży turystycznej, HoReCA, MICE i powiązanych z nimi podmiotów usługowych. Od połowy marca 2020 r. sytuacja epidemiczna nie daje pola do działania, a spadek wartości rynku w tych sektorach jest dramatyczny. W obecnych realiach trudno o optymizm. Szacunki dotyczące „nowego otwarcia” są bardzo ostrożne, a według raportu McKinsey & Company potrzebujemy co najmniej 2-3 lat, by osiągnąć poziom z lat ubiegłych w branży spotkań i przemyśle czasu wolnego. Przedstawiciele firm z sektorów zagrożonych z naszego regionu, dzielą się swoimi doświadczeniami z działalności w czasie pandemii i sposobami zminimalizowania strat w nowej rzeczywistości gospodarczej.

 

Na początek warto przywołać kilka liczb i danych statystycznych. Przemysł spotkań generuje 15% PKB i zapewnia 1,5 mln miejsc pracy w Polsce. Całkowity udział turystyki w tworzeniu krajowego PKB wyniósł w 2018 roku – 4%, a branża jest również ważnym elementem rynku pracy i utrzymuje łącznie blisko 1,36 mln miejsc zatrudnienia. Restrykcje ograniczające działalność tych sektorów rynku i obniżenie popytu na ich usługi to nie tylko dramaty przedsiębiorców, ale zwykłych ludzi – o tym należy pamiętać opisując i oceniając skutki nagłej, niekorzystnej zmiany otoczenia działalności podmiotów, które praktycznie od razu odbiły się na ich kondycji.

 

Biznes w cieniu COVID-19

 

Pandemia spowodowała, że branża turystyczna od marca ubiegłego roku do chwili obecnej odnotowuje duży spadek przychodów. Najbardziej jest to odczuwalne w biurach podróży i agencjach turystycznych, gdzie zmniejszenie obrotów jest największe w naszej branży, bo aż o 85-90%. Nawet w okresie, kiedy turystyka została częściowo odmrożona, ruch był bardzo mały, ponieważ klient obawiał się, iż z dnia na dzień mogą się zmienić zasady podróżowania. Właściciele biur podróży i agencji turystycznych walczą o przetrwanie. Wiele małych lokalnych organizatorów turystyki to firmy rodzinne, dla których praca to nie tylko etat, ale również największa życiowa pasja – mówi Jadwiga Wieczorek, Prezes Śląskiej Izby Turystyki.

 

Branża gastronomiczna, w tym branża cateringowa jako pierwsze zostały brutalnie i z dnia na dzień zamknięte. Dla naszej firmy oznaczało to, że dwa główne rodzaje działalności praktycznie przestały istnieć. Rynek cateringu eventowego oraz organizacji eventów został zamrożony, podobnie wyglądała sytuacja z cateringiem pracowniczym – w początkowym okresie gospodarka niemal stanęła lub przeniosła się na home office. Jedynym obszarem naszej aktywności, który się obronił i stale się rozwija, a dzięki temu może funkcjonować firma, jest catering dietetyczny – podkreśla Arkadiusz Godlewski, prezes zarządu MAG-Catering sp. z o.o.

 

– W ciągu ostatniego roku Bajka Pana Kleksa była zamknięta przez 210 dni. To pokazuje skalę problemu z jakim musieliśmy się zmierzyć. Miejsca rozrywkowo-edukacyjne zostały dotknięte obostrzeniami bezwarunkowo, musieliśmy po prostu zamknąć Bajkę na cztery spusty. Branża gastronomiczna miała podobnie, jednak mogła przynajmniej działać „na wynos”. My takiej możliwości nie mieliśmy. Gigantycznym problemem był również fakt, że pierwszy lockdown zastał nas już w trzecim miesiącu funkcjonowania – opowiada Grzegorz Pietraszewski, współtwórca Bajki Pana Kleksa w Katowicach.

 

 

Zanotowaliśmy drastyczne zmniejszenie dochodów ze sprzedaży noclegów, konferencji, bankietów czy restauracji. Możliwość sprzedaży przestrzeni konferencyjnych została ograniczona, przykładowo: sala na 100 osób w reżimie sanitarnym przy wprowadzonych wcześniej strefach mogła przyjąć jedynie 20 osób – wylicza Roksana Bielak, M&E Coordinator w Park Inn by Radisson Katowice.

 

Praktycznie wszyscy, mali i duzi, gracze rynkowi z zagrożonych sektorów walczą o przetrwanie. Zamrożenie możliwości działania, skala oraz skutki załamania dochodów branży są dramatyczne. Nie będzie łatwo przetrwać, zagrożonych jest wiele miejsc pracy.

 

Marcin Stolarz, prezes PTWP Event Center, zarządcy Spodka i Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach mówi o „pułapce lockdownu”. – W czasach przed COVID-19 mieliśmy około 500 wydarzeń w Spodku i Międzynarodowym Centrum Kongresowym (MCK) rocznie. W 2020 roku odbyło się ich mniej niż 100, co oznacza że ponad 400 imprez, w tym te największe, zostały odwołane bądź przeniesione. Miniony rok to spadek przychodów komercyjnych o 70 do 90 proc. W tym roku, niestety już dziś można być pewnym, że pierwsze półrocze to okres o prawie zerowym przychodzie. Sytuacja jest dla nas tym bardziej trudna, że mimo tak dużego spadku przychodów, koszty funkcjonowania zostają na wysokim poziomie. Koszt utrzymania Spodka i MCK, gdy oszczędzamy na wszystkim, to poziom 1,2-1,5 mln zł miesięcznie.

 

Nowe koncepty działalności remedium na kryzys?

 

Pandemia wymusiła zmiany w funkcjonowaniu wielu firm. Te, które zostały dotknięte obostrzeniami najbardziej, aby przetrwać, musiały wprowadzić ich najwięcej. Z raportu Banku Światowego i PARP wynika, że co trzecia firma zwiększyła wykorzystanie Internetu, aplikacji czy platform cyfrowych, co miało istotny wpływ na ich wyniki. Czy nowe koncepty działalności, np. uruchomienie sklepów internetowych, sprzedaż wysyłkowa, porady online, produkcja rzemieślniczej żywności, sprzedaż voucherów albo próby przebranżowienia przyniosły pożądany skutek?

 

Oczywistym kierunkiem był online. My to zrobiliśmy w trakcie pierwszego lockdownu, więc przy drugim było już trochę łatwiej. Aby przetrwać, zrobiliśmy chyba wszystko co możliwe. Przede wszystkim wydarzenia online dla rodzin z dziećmi, ale także eventy dla firm i ich pracowników. Stworzyliśmy pierwszą w Polsce interaktywną platformę do zwiedzania świata Pana Kleksa na żywo. Sprzedaż voucherów do Bajki Pana Kleksa oraz organizacja urodzin w formie online też pomogła. Na szczęście, dzięki zgranemu zespołowi i ogromnej pracy udało nam się przetrwać, otworzyliśmy się ponownie dla gości i bardzo liczymy, że to się już nie zmieni – komentuje współtwórca Bajki Pana Kleksa w Katowicach.

 

Angelika Borysiak, właścicielka agencji marketingowej brand2eat, specjalizującej się w obsłudze sektora HoReCa akcentuje, że nic tak dosadnie jak epidemia koronawirusa nie pokazało restauratorom, jak ważna jest społeczność w restauracji.

 

Te lokale, którym udało się ją zbudować, już przy pierwszej fali otrzymały od swoich gości wsparcie, które pozwoliło im przetrwać trudne czasy. Wiele restauracji podeszło do nowej sytuacji bardzo kreatywnie wykazując się sporą pomysłowością – oferowali vouchery z odroczoną możliwością ich wykorzystania, dania w konserwach czy zestawy DIY do samodzielnego dokończenia w domach. Dzisiaj w cenie jest umiejętność szybkiej zmiany profilu działalności, wystartowanie z dostawą, nawet jeśli wcześniej nie mieliśmy takiej usługi, zmiana receptur, aby dania nadawały się do dowozu czy wprowadzenie zupełnie nowych produktów – wyjaśnia Angelika Borysiak z brand2eat.

 

 

Firma MAG-Catering, która miała w swoim portfolio markę Eat Lovers jest budującym przykładem dostosowania się do nowych realiów rynku. – Od początku naszej działalności jej kluczowym obszarem miał być catering dietetyczny, oferowany wyłącznie on-line. Fakt, że zwiększyliśmydziałalność marketingową w tym obszarze, ale od początku to był nasz świat, więc tu byliśmy gotowi zarówno na pracę w świecie cyfrowym, jak również na obsługę wysyłkową – podkreśla Arkadiusz Godlewski. Jednak często próby zmiany głównego profilu działalności, by mimo wszystko nie zaprzestać świadczyć usług – nie wpływały na poprawę kondycji finansowej przedsiębiorstwa.

 

Kiedy pierwszy lockdown stał się rzeczywistością postanowiliśmy od razu działać w jedynym możliwym sektorze czyli jedzenie na wynos. Niestety, mimo wprowadzenia nowych produktów na rynek katowickiej gastronomii, przychodem z nich nie udało się pokryć strat poniesionych na skutek drastycznie ograniczonej działalności hotelu i centrum konferencyjnego. Epidemia, a w konsekwencji rozporządzenie ograniczające działalność lokali gastronomicznych wyłącznie do oferowania jedzenia na wynos lub z dostawą, może doprowadzić do bankructwa całej branży – mówi przedstawicielka Park Inn by Radisson Katowice.

 

W naszym przypadku, wprowadzenie np. usługi studia telewizyjnego dla realizacji hybrydowych lub online – w miejsce często kilkutysięcznych eventów, z pełną obsługą i współpracą setek podwykonawców – niestety w znikomy sposób pozwala uzyskiwać przychody – dodaje prezes PTWP Event Center.

 

Pomoc z tarcz nie dla wszystkich

 

W odpowiedzi na obostrzenia rząd przygotowywał kolejne działania pomocowe dla firm, które musiały zawiesić lub znacznie ograniczyć funkcjonowanie. Tarcze antykryzysowe, kredyty, dotacje, umorzenia, zwolnienia ze składek czy bon turystyczny miały pomóc przetrwać przedsiębiorcom w najtrudniejszej sytuacji. Okazało się jednak, że zasada kwalifikacji beneficjentów na podstawie kodów PKD okazała się pomysłem nietrafionym. W jej efekcie bardzo duża część biznesu nie miała szans na otrzymanie wsparcia, co wywołało niezwykle silną frustrację, szczególnie w sektorach HoReCA, MICE i turystycznym.

 

Pomoc rządu jest niewystarczająca. Już od maja zgłaszaliśmy ten problem naszym władzom samorządowym, że przeważająca część wpływów do ich budżetu to nasze podatki. Jako przedsiębiorcy alarmowaliśmy rządzących na różnych szczeblach, że bez realnej pomocy i jasnej informacji, jak długo mają zamiar zamykać nasze branże, nie będziemy w stanie utrzymać miejsc pracy i naszych przedsiębiorstw – komentuje Beata M. Rakszawski z Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, Dyrektor zarządzająca w Centrum Kongresów i Rekreacji Orle Gniazdo Szczyrk.

 

 

Słynne „Tarcze Finansowe” z PFR można powiedzieć delikatnie nas tylko „musnęły.” Np. z pierwszej na utrzymanie 14 etatów otrzymaliśmy zaledwie 26 tysięcy złotych, co było kroplą w morzu potrzeb. Pomoc w tarczach jest często chybiona, spóźniona i bezduszna. Warunki i kryteria bardzo często uniemożliwiają przedsiębiorcom realnie skorzystać z pomocy. Największym dowodem na to jest fakt, że z TARCZY 2.0. na 13 miliardów do rozdania, udało się przekazać przedsiębiorcom zaledwie połowę tej kwoty – przekonuje Grzegorz Pietraszewski.

 

W sytuacji, gdzie już od 12 miesięcy pozbawieni jesteśmy możliwości uzyskiwania przychodów, oferowana pomoc nie jest wystarczająca. Nie pomaga także brak właściwego zarządzania sytuacją po stronie decydentów, zarówno na poziomie centralnym, jak i lokalnym. Jako PTWP Event Center staraliśmy się skorzystać z wszelkich dostępnych form: zwolnienia ze składek ZUS (w okresie trzech miesięcy), dofinansowania wynagrodzeń przez Wojewódzki Urząd Pracy, subwencji PFR. Zwróciliśmy się także do prezydenta Katowic o zwolnienie z podatku od nieruchomości, niestety zgodę otrzymaliśmy tylko na okres trzech miesięcy. Zamknęliśmy miniony rok stratą (z uwzględnieniem otrzymanej pomocy) ponad 2,3 mln zł, przy zmniejszeniu przychodów o 13 mln zł – reasumuje Marcin Stolarz.

 

Przedsiębiorcy czują się zawiedzeni, że rekompensaty były często przydzielane bez uwzględnienia zasad sprawiedliwego i równego traktowania firm, z które powodu ograniczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej poniosły największe straty. Dodatkowo, oczekują na otrzymanie ze strony rządowej jednoznacznego stanowiska z odpowiednim wyprzedzeniem zapowiadającego realny termin „odmrożenia” sektora MICE.

 

Pierwsza pomoc zakładała dofinansowanie na trzy miesiące do miejsc pracy przy deklaracji, że przedsiębiorca utrzyma te miejsca przez rok czyli weźmie na siebie obowiązek utrzymania pracowników przez kolejne 9 miesięcy. My takie ryzyko podjęliśmy licząc na to, że dotrwamy do sezonu jesienno-zimowego, kiedy to generujemy 70 % naszego przychodu. Pozostałe tarcze i subwencje pozwoliły na pokrycie zaledwie 10% naszych potrzeb. Dla zobrazowania sytuacji, przychody z wprowadzonego przez rząd bonu turystycznego w sierpniu 2020 nasza spółka odnotowała na poziomie 26.010,00 zł. Dla przykładu w tym samym okresie, z uwagi na wprowadzone zakazy i obostrzenia, swoje przyjazdy odwołały grupy zakontraktowane na ogólną kwotę 735.080,00 zł. Przykry jest fakt, że od maja zwracaliśmy uwagę na trudności i zagrożenia, jakie niesie za sobą każdy dzień zamknięcia naszych branż, nikt na to nie reagował. Ostatnia tarcza 2.0 precyzyjniej zabezpieczyła pokrycie naszych kosztów stałych, choć nie przewiduje takich wydatków jak np.: zwroty zaliczek pobranych od naszych kontrahentów, odpraw dla zwalnianych pracowników czy zaległych podatków z ubiegłego roku – wylicza Dyrektor zarządzająca w Centrum Kongresów i Rekreacji Orle Gniazdo Szczyrk.

 

 

 

Kiedy szansa na powrót do gry?

 

Czy już nadszedł czas na podliczanie strat i tworzenie planów inwestycji oraz odbudowy popytu? Jakie w ogóle istnieją szanse na powrót do koniunktury z czasów sprzed pandemii? Według Prezes Śląskiej Izby Turystyki szanse są zawsze, jednak patrząc realnie na sytuację to pełne wznowienie ruchu turystycznego zwłaszcza zagranicznego, będzie możliwe za 3-4 lata.

 

Klienci tracą chęć do podróżowania, jak również boją się utracenia swojej stabilności finansowej, co powoduje, że nadzieja na szybką odbudowę popytu na nasze usługi jest nikła. Ważną rzeczą jest, aby powrócić do normalności i standardów przed-pandemicznych, z zachowaniem oczywiście reżimu sanitarnego. Tempo, w którym będą znoszone obostrzenia będzie przekładało się na rosnące zainteresowanie podróżami. W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, może być jeszcze większy boom na turystykę krajową. To dobry prognostyk dla rodzimych hotelarzy, restauratorów czy właścicieli atrakcji turystycznych na odrobienie strat – akcentuje Jadwiga Wieczorek.

 

Spore obawy o przyszłość mają firmy z sektora HoReCa. Wiele restauracji, pubów i przedstawicieli branży cateringowej definitywnie zamknęło podwoje pod koniec minionego roku. Lokale osłabione wiosennym lockdownem, jesienią ponownie musiały mierzyć się z praktycznie zakazem działalności. Angelika Borysiak z agencji brand2eat prognozuje, że krajobraz rynku ulegnie kolosalnej zmianie.

 

Jeszcze do niedawna stałam na stanowisku, że rynek z rynku pracownika zmieni się na rynek pracodawcy, jednak dzisiaj nie jestem tego już tak pewna. Przez brak odpowiedniej pomocy ze strony rządu, wiele osób było zmuszonych zmienić zawód, więc nawet jeśli sytuacja wróci do normalności (co jednak nie nastąpi zbyt szybko) fachowców do pracy w gastronomii będzie brakowało. Poprawiająca się od kilku lat dynamika rozwoju sektora MICE została zastopowana i branża ma chyba największy problem z wyjściem z tego kryzysu.

 

 

Klienci nie decydują się na podpisywanie nowych kontraktów, niektóre z firm najprawdopodobniej nie przetrwają do czasów po pandemii. Wszystko wskazuje również na to, że imprez będzie – po pierwsze – w ogóle mniej, a po drugie – realizowane będą w mniejszej skali. Firmy tną koszty, a zaczynają od oszczędności na promocji i targach. Przetrwają tylko najsilniejsi. Choć mamy jasne sygnały od kontrahentów, że czekają na możliwość uczestniczenia w wydarzeniach na żywo, nie tylko online. Chyba dopiero rok 2022 i 2023 będą powrotem do względnej normalności – podsumowuje prezes PTWP Event Center.

 

Jaga Kolawa

 

Artykuł ukazał się w marcowym wydaniu magazynu Business HUB „Wolny Rynek”.

Wersja online najnowszego numeru do pobrania: CZYTAJ TUTAJ.

Najnowsze